Inspirujący Polacy w Londynie – wywiad z aktorką Joanną Ignaczewską

Joanna Ignaczewska | Nat w Londynie

Joanna Ignaczewska ma na swoim koncie ponad sto dwadzieścia ról w produkcjach zagranicznych, współpracę z BBC i główne role w filmach pełnometrażowych. Jej film „Scopia”, w którym zagrała główną bohaterkę, wchodzi na ekrany kin jesienią tego roku. Joanna od wielu lat mieszka w Londynie. Spotykamy się w jej ulubionej kawiarni w stylu lat 20-stych, na Islingtonie.

Joanna Ignaczewska | Nat w Londynie
Fot. Natalia Wiśniewska

Natalia: Opowiedz swoją historię londyńską. Joanna: Moja historia zaczęła się sześć lat temu, dokładnie 12 lutego. Zawsze mnie ciągnęło do Londynu. Wcześniej uczyłam się przez kilka lat w Nowym Jorku i to był kolejny krok. Wydawało mi się, że jest to miejsce, w którym odnajdę się jako osoba i jako aktorka. I miałam racje. Jak wyglądały początki twojej kariery w Londynie? Zaczynałam zupełnie od zera, bez znajomości. Właściwie to znałam jedną osobę. Była to koleżanka poznana w Actors Studio. Poszłyśmy raz na kawę, podpowiedziała mi, od czego zacząć i to by było na tyle. Nie miałam dużo oszczędności, ale w miarę szybko wszystko poszło. Już w kwietniu zrobiłam swój pierwszy film. Wtedy też znalazłam agenta. Potem w wakacje zrobiłam pierwszy duży film w London Film Academy i wszystko zaczęło się kręcić. Szybko zbudowałam sobie też krąg znajomych. Czyli nie pracowałaś, tak jak wiele osób na początku, w kawiarniach? Jeśli chcesz pracować w zawodzie artystycznym, musisz dać z siebie sto procent. Nie ma czegoś takiego jak pracowanie part time jako kelnerka i jako aktor. To nigdy nie będzie działało. Miliony osób to robi, nie wiem jak… I wiele osób też zapomina o swoich marzeniach. Ludzie pytają, jak udaje mi się robić to, co kocham. Odpowiedź jest prosta. Ja sto procent swojego czasu, szesnaście godzin dziennie poświęcam jedynie aktorstwu. Oczywiście na początku starałam sobie jakoś poradzić. Spróbowałam raz pracy w restauracji. Przetrwałam trzy dni. Bardzo chciałam, żeby moją pracą od początku było aktorstwo. Nie miało dla mnie znaczenia, czy mam dwadzieścia funtów więcej w portfelu, czy nie. Zawsze koncentrowałam sie na pracy w środowisku artystycznym, bardziej lub mniej związanym z filmem. Byłam asystentką dyrektora castingu i sama robiłam castingi do reklam- dużo się nauczyłam przesłuchując aktorów, a przy tym nieźle zarabiałam. Właśnie takie prace pozwoliły mi sie utrzymać na samym początku. Kiedy poczułaś, że to już ten moment, że „coś się ruszyło”? Po dwóch latach od przyjazdu do Londynu. Początkowo czułam, że wiele drzwi się przede mną zamyka, dopiero budowałam swoje kontakty. Przełom nastąpił wtedy, gdy zostałam obsadzona w głównej roli w thrillerze „Scopia”. Od tego momentu pracuje non stop. Ugruntowałam swoją pozycję jako aktorka i osoba. I tak naprawdę już się nie martwię. Mogę śmiało powiedzieć, że teraz jestem na poziomie luksusowego życia z aktorstwa. Fajnie być w takim momencie. Czuję, że rozwinęłam swoje skrzydła, że wszystko jest możliwe.

Joanna Ignaczewska | Nat w Londynie
Fot. Natalia Wiśniewska

Pomimo sukcesów i coraz większej popularności, trudno cię nazwać „celebrytką”. Nie interesuje cię tutejszy świat show-biznesu? Zupełnie mnie to nie interesuje. Tutaj to chyba też trochę inaczej wygląda, niż w Polsce. Nie jestem zapraszana na pokazy butów i uroczyste otwarcia salonów kosmetycznych. Tutaj tego nie ma, a przynajmniej ja w tym nie biorę udziału. Jak dostałaś pierwszą rolę? Pierwszą rolę dostałam z Castingu Call Pro. Moim mocnym atutem było ukończone Actors Studio w Nowym Jorku. Film był zatytułowany „Spotting the sunshine” Kręciliśmy go w pięknej Kornwalii, w Penzance, blisko plaży. Materiały z tego filmu do dziś pokazuje w swoim demo. Mam do niego sentyment. Na naukę w prestiżowym Actors Studio w Nowym Jorku otrzymałaś stypendium. Jak to się stało? Moją pasję do aktorstwa odkryłam bardzo wcześnie, już w wieku 13 lat.  Od dawna byłam zafascynowana Marylin Monroe, a ona też tam uczęszczała, więc nauka w Actors Studio stała się moim marzeniem. Dowiedziałam się o możliwości otrzymania stypendium i zaczęłam się do tego przygotowywać. Jak wyglądała nauka w Studio? Actors Studio nie uczy tylko „method acting”, z której słynie. Podczas roku nauki miałam szansę spróbować wszystkich stylów aktorskich i wybrać ten, który najbardziej mi odpowiada. Wykonywanie tych samych ćwiczeń, co Al Pacino, jest niesamowite. To była przygoda, która wpłynęła na całe moje życie. Dzięki Studio potrafię sobie poradzić przed kamerą, na castingach oraz w życiu. Actors Studio okazało się absolutnym spełnieniem moich marzeń, moim American Dream. Realia, w których żyłam w Nowym Jorku przeszły moje najśmielsze wyobrażenia. Odkryłam to, jak chcę pracować i jaką być osobą. Dostałaś wiele propozycji po ukończeniu Actors Studio? Moja wiza i zajęcia dość mnie ograniczały, ale dostałam parę fajnych ofert, z których skorzystałam, między innymi role w produkcji na Broadwayu. Nie chciałaś zostać w Nowym Jorku? Nie byłam wtedy na to gotowa. Moja wiza też dobiegała końca. Tęskniłam za rodzina i przyjaciółmi. Poza tym chciałam zobaczyć, co czeka na mnie w Polsce z moim dyplomem z Actors Studio. Pod koniec 2007 roku wróciłam do Warszawy. Na sześć miesięcy. Dlaczego tylko na sześć miesięcy? Fantastycznie było zobaczyć się z przyjaciółmi i rodziną, ale trudno było mi znaleźć swoje miejsce. Media się mną zainteresowały z prywatnych powodów, między innymi dlatego, że skończyłam Actors Studio. Nikt mnie jednak nie zapraszał na castingi, nie mogłam się wykazać. Przez te pół roku miałam może trzy castingi i były to propozycje typowo komercyjne, które mnie nie interesowały. Przez to, że skończyłam studia za granicą, nie miałam w Polsce kontaktów. Chciałam się dostać do teatru, ale było to niemożliwe. Poza tym żyłam trochę w swojej „amerykańskiej bańce”. Może powinnam była dłużej próbować. Jednak Londyn od zawsze był dla mnie atrakcyjny. Wydawał mi się idealnym pomostem pomiędzy Ameryką, Europą i Polską. Na ile trudno jest się wybić polskiej aktorce w Londynie? Mi to pomaga, że jestem inna. Mój akcent nie jest już mocnym polskim akcentem. Mam wschodnio-europejską urodę, więc mogłabym zagrać każdą osobę z Europy. Mimo to, dziewięćdziesiąt procent castingów na które chodzę, to role dla Angielek. Na castingach wcale nie udaję, że jestem Brytyjka, nie wymuszam angielskiego akcentu. I wtedy często dzieje się cos niesamowitego. Reżyserzy zmieniają dla mnie scenariusz! Główna rola z Angielki zamienia się w na przykład w Szwedkę, czy Angielkę polskiego pochodzenia. Dzieje się tak około sześć razy w roku. Reżyserzy doceniają inność, uważają to za ciekawy element w filmie. To jest moja karta przetargowa, coś, co mnie wyróżnia z tłumu. Jeśli komuś zależy, żeby główna bohaterka była Angielka, to nie jest to rola dla mnie. Wiem, że nigdy nie będę wyglądać na ekranie jak Angielka.

Fot. Natalia Wiśniewska
Fot. Natalia Wiśniewska

Jednym z przykładów, kiedy reżyser zmienił dla Ciebie postać, jest film “Scopia”, który niedługo ma wejść na ekrany kin. Zgadza sie.  Pierwotnie główna bohaterka miała być Angielką o imieniu Beth. Na tyle jednak spodobałam się reżyserowi, że zmienił ją na Basię, dziewczynę, która mieszka w Londynie, ale ma polskich rodziców. To był jeden z najważniejszych Twoich projektów do tej pory. Jak wspominasz prace nad „Scopia”? To film, który otworzył mi wiele drzwi. Postać, którą zbudowałam z reżyserem, to jest prawie jak przyjaciółka, która we mnie żyje. Grałam ją cztery lata, wiec się zżyłyśmy (śmiech). „Scopia” to thriller psychologiczny. Moja bohaterka przechodzi różne etapy reinkarnacji. Idealny film dla aktorki, która się określa mianem „method acting” i wierzy w to, ze „acting is a state of being, not state of pretending„. Praca nad nim była wyczerpująca mentalnie. Wymagała tego, żebym płakała, krzyczała i zabijała się szesnaście godzin dziennie przed kamerą. Po powrocie z planu czułam, że mogę wszystko, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Nic innego nie dało mi takiej satysfakcji i wiary w siebie, jak kręcenie tego filmu. Dostałam szanse, żeby pokazać, co potrafię. Film miał już swój akcent w Cannes, został odebrany bardzo pozytywnie. Jestem dumna z efektu. Posypały się propozycje? Tak! Na przykład wystąpiłam w serialu BBC „Miranda”. Teraz zaczynam pracę nad filmem „Dark Signal”. Dostałam role głównej bohaterki, która znów według scenariusza miała być Angielka o imieniu Kate. Jeszcze nie wiem, jakie będzie jej nowe imię. Pewnie Kasia? Być może (śmiech). Jeździsz czasem na wakacje? Raz na sześć lat, bo jestem pracoholiczką. Jak coś robię, to robię to na sto procent. Ostatni raz pojechałam na wakacje w grudniu. Spędziłam miesiąc na Bali, sama. Dało mi to dużo energii, z której czerpie do dzisiaj. Często jednak podróżuję w ramach pracy. Niedawno wróciłam z Jordanii, gdzie spędziłam cztery miesiące. Co tam robiłaś? Występowałam w serialu telewizyjnym „Blood Brothers”, który teraz wychodzi w Katarze. To dziewiętnastowieczny dramat. Grałam Angielkę polskiego pochodzenia. Były tam bardzo trudne warunki do pracy. Czterdzieści stopni, żar na pustyni, a ja polowe roli mówiłam po arabsku. Musiałam częściowo nauczyć się tego języka. Po tym doświadczeniu moja wartość marketingowa bardzo podskoczyła (śmiech).

Joanna w Jordanii
Joanna w Jordanii. Mat. prasowe

Odwiedzasz czasem rodzinę? Tak, staram się. Na początku było mi bardzo ciężko. Byłam zaabsorbowana swoim życiem, chciałam poukładać swoje klocki na własnym podwórku. Teraz czuje, ze mogę cos od siebie dać. I mam świetne kontakty z rodziną. Jeżdżę do Polski raz na sześć miesięcy, ale utrzymujemy stały kontakt. Zawsze zastanawia mnie, czy da się pogodzić tak intensywną karierę, jak twoja, z życiem prywatnym. Znajdujesz czas na miłość, przyjaźnie? Od półtora roku jestem sama. Mój ostatni związek trwał pięć lat. On był szefem kuchni, więc miał tak samo długie godziny pracy, jak ja. Jakoś udało się nam to pogodzić. Ostatnio, podczas tych czterech miesięcy w Jordanie, miałam okazje do wielu przemyśleń. Miałam masażystów, prywatny basen, rzeczy, o które nawet nie śmiałabym prosić w kontrakcie. Ale po dwóch tygodniach te wszystkie wygody mi się znudziły, zaczęłam tęsknić do bratnich dusz, do rozmowy z bliskimi. Pomyślałam wtedy, czy w przyszłości chcę mieć tylko aktorstwo. I oczywiście, że nie. Chcę mieć rodzinę, związek. Wiem, że wtedy będę w stanie odłożyć pewne zobowiązania na półkę. Na razie spotykam się ze znajomymi, z rodziną, czasem jakaś randka. To dla mnie ważne, żeby mieć swoje życie towarzyskie. To ważne także dla mojego zawodu, bo inaczej nie będę mieć z czego czerpać inspiracji. Opowiedz, jak wygląda Twój dzień. Na co dzień jestem osobą, która lepiej funkcjonuje po południu. Jak tylko się obudzę, otwieram komputer jeszcze będąc w łóżku – żeby sprawdzic nowe castingi i filmowe newsy. Czytam maile z kawą w ręku, potem lunch i siłownia, a od drugiej po południu zaczynam spotkania, które trwają do 8-9 wieczorem. Kładę się spać dopiero wtedy, gdy wszystko skończę, czasem późno w nocy, albo nawet nad ranem. Jeśli pracuje na planie, to wstaję nawet o piątej rano. Nie jest to jednak problemem, bo ilość adrenaliny, która wtedy czuje, skutecznie mobilizuje mnie do wstania z lóżka.

Fot. Natalia Wiśniewska
Fot. Natalia Wiśniewska

Cały czas też pracujesz nad sobą. Zgadza się. Uprawiam joge, pilates, chodzę na siłownię. Pracuję też ze stylistką nad swoim stylem. To moja dobra znajoma. Przyszła kiedyś do mojego domu i przez cztery godziny przejrzałyśmy wszystkie rzeczy. Dotarło do mnie, że nie wszystkie ciuchy, w których dobrze wyglądam, są dla mnie. Zaczęłam nosić rzeczy, w których się po prostu dobrze czuję. Jak podchodzisz do życia? Nauczyłam się podchodzić do pracy i do życia z trochę większym luzem, niż na początku. Im częściej odpuszczam i pozwalam rzeczom istnieć, tym częściej dzieje się tak, jakbym chciała. Potrafię się cieszyć z małych rzeczy, chwytać chwile. Niedawno założyłaś swojego bloga. Co na nim znajdziemy? Blog jest oczywiście o aktorstwie. Już po kilku dniach stał sie super popularny, z czego czerpię ogromną radość i satysfakcję. Zaczęłam go pisać, bo nie ma dużo profesjonalnych blogów o kulisach pracy na planie czy pracy aktora na co dzień. Jesteś wegetarianką, tak jak wiele współczesnych aktorek? Nie! Miewam swoje „vegan days”, ale uwielbiam mięso. Przez to, że byłam z szefem kuchni przez pięć lat, nauczyłam się doceniać jedzenie i patrzeć na posiłki jak na małe dzieła sztuki. Twój ulubiony film? „Requiem dla snu”, choć jest bardzo mroczny. Inne to ponadczasowy “Godfather” i “Seven”. Jest też wiele fajnych nowych filmów, w których się zakochuje. Trudno je wszystkie wymienić.

Fot. Natalia Wiśniewska
Fot. Natalia Wiśniewska

Jakie jest twoje ulubione miejsce w Londynie? Uwielbiam Islington, gdzie mieszkam. Cały czas odkrywam tu nowe zakamarki. Mój ulubiony park to Highbury Fields, przypomina mi Central Park w Nowym Jorku. Lubię Southbank, tam jest mój ulubiony teatr – National Theatre. Notting Hill, SoHo, Covent Garden… generalnie lubię Londyn! Jego energia bardzo odpowiada mojej energii, świetnie się tu czuję. Czyli tu zostajesz? Tak, chociaż rozważam powrót do Stanów któregoś dnia. Teraz jednak mam dobrą passę w Londynie, a nigdy nie wiadomo, kiedy ta karta się odwróci. Chcę z niej korzystać, póki trwa. Londyn jest moją bezpieczną bazą i miejscem, które nazywam domem. Co byś poradziła Polakom, którzy tak jak ty marzą o karierze aktorskiej w Londynie? Żeby byli cierpliwi. Początki na pewno nie będą łatwe, wiele osób przyjeżdża z wielkimi oczekiwaniami, które szybko weryfikuje życie. Trzeba mieć cel i nie spuszczać go z oczu, a to bardzo trudne w nowym kraju i w nowych sytuacjach. Trzeba być wytrwałym i upartym.

To read the interview in English, go here.

Chcesz lepiej poznać Londyn?

Weź udział w darmowym 6-dniowym cyklu mailowym "Poznaj Londyn Mniej Znany". Poznasz w nim miejsca, o których rzadko wspominają przewodniki. Wszystkie do odwiedzenia za darmo.

Przekonasz się, że Londyn może być fascynujący - jeśli tylko dasz mu szansę!

Nie wysyłam spamu. Możesz zrezygnować z otrzymywania maili w każdej chwili. Powered by ConvertKit
Loading Disqus Comments ...
Loading Facebook Comments ...