To już dwa lata w Londynie!

Regent's Park w Londynie

Tak, jak to bywa z upływającym czasem, oczywiście nie wiem, kiedy to się stało. Z jednej strony czuję jakbym mieszkała tu od co najmniej pięciu lat , a z drugiej do dziś pamiętam moją pożegnalną imprezę w Sopocie (jeden z pożegnalnych prezentów w postaci Mocnej Wiśni – żarcik znajomych ze studiów a propos mojego nazwiska – stoi do dziś na moim regale). Czego się nauczyłam przez te całe-niecałe, bo poprzetykane licznymi wyjazdami i zmianami w życiu londyńskie dwa lata?

Brick Lane Nat w Londynie

1. Podział na klasy społeczne nadal istnieje.

I ma się dobrze. To wymaga wiedzy i obserwacji. Objawia się on w akcencie, sposobie ubierania się, zachowania i w kodzie pocztowym. Generalizując – wschodni Londyn jest historycznie robotniczy, a obecnie hipsterski oraz z założenia tańszy (to się bardzo szybko zaciera) od zachodniego, który jest „posh”.

„Posh” to bardzo pojemne słowo, które oznacza coś pomiędzy snobistycznym i szykownym. Choć ma nacechowanie raczej pejoratywne, jest używane również przez reprezentantów grupy. „Och, you’re so posh!” można usłyszeć w nocnym autobusie pełnym pijanych 20-sto latków ze snobistycznego Chelsea, ale także pod swoim adresem, kiedy np. powiemy w pracy, że idziemy wieczorem do opery.

Przykład osoby „posh” – Lettice Rowbotham – która niedawno podbiła serca Brytyjczyków w programia „Britain’s Got Talent”:

2. W porównaniu do angielskiej, polska edukacja wcale nie jest taka zła.

Oczywiście jest mało praktyki, uczymy się z przestarzałych książek, studia trwają za długo i nie uczą jak wypełnić PIT, a obrona pracy magisterskiej przypomina teatr. Jakkolwiek jednak źle by się nie wypowiadać na temat systemu szkolnictwa w Polsce, zdecydowana większość polskich obywateli umie obliczyć procent z liczby, nie musi czekać na kryzys na Ukrainie, aby dowiedzieć się, że Krym to nie państwo (i że w ogóle istnieje), a Ukraina nie jest cześcią Rosji. Zna też,  przynajmniej w stopniu podstawowym, choć jeden język obcy. Mamy lepszą wiedzę ogólną, która wbrew pozorom okazuje się tu bardzo przydatna.

3. Londyn rozpieszcza.

Musical Nat w Londynie

Po dwóch latach mieszkania tutaj, przyzwyczaiłam się, że:

4. Niesmaczne jedzenie

Próbowałam już wielu sklepów, łacznie z Waitrose z górnej półki. Niestety jedzenie w supermarketach jest bez smaku i wartości. Dotyczy to także jedzenia oznaczonego jako „organiczne”, o którym już kiedyś pisałam. Trzeba się naprawdę nieźle namęczyć, żeby znaleźć świeże, smaczne warzywa, czy mięso, a przy tym nie wydać fortuny. Oczywiście, są tutaj liczne markety ze zdrową żywnością, jednak trzeba mieć na to czas i pieniądze. Przeciętni pracownicy, spędzający w biurze większość czasu, są skazani na zakupy w najłatwiej dostępnych miejscach, czyli supermarketach. Trzeba być przy tym szybkim, bo najlepsze towary szybko znikają z półek.

5. Tłok

Gdy budowali Londyn, pewnie przez myśl im nie przeszło, że kiedyś będzie tu mieszkać tyle ludzi. Trudno przejść ulicą nie spotykając ani jednego człowieka. W okresie świątecznym lepiej unikać miejsc typu Oxford Street.  Właściwie to nie. Jeśli chcemy zachować zdrowe zmysły, radzę unikać Oxford Street przez cały rok. I całego centralnego Londynu.

6. Pośpiech 

Czasami mam ochotę krzyczeć. Albo stanąć na środku ulicy i czekać, co się stanie. I wtedy zacząc krzyczeć na tych, co na mnie wpadają.

Pewien Londyńczyk wytłumaczył mi to kiedyś w ten sposób: „tutaj każdy chodzi szybkim krokiem, bo… jest zimno. Jak pada deszcz chodzimy jeszcze szybciej!”. Najgorsze jest to, że uczucie pośpiechu jest zaraźliwe. Nawet nie zauważasz, kiedy sama zaczynasz biec i denerwować się na ludzi, którzy tego nie robią.

7. Złudna uprzejmość

„How are you?”, „You allright?”, „How was your weekend” – to zwroty, które przyprawiają mnie o mdłości. Jak możemy się domyślać, mało kogo obchodzi jak się naprawdę czujemy i co robiliśmy w weekend. To tak zwana „common courtesy”. Przy czym do powszechnych zachowań należy np. nieprzepuszczanie osób wychodzących z budynku lub pociągu. Anglicy potrafią być bardzo mili, ale nie ci mieszkający w Londynie. I to niestety też jest zaraźliwe.

8. Lato potrafi być gorące. 

St Jame's Park Nat w Londynie

Może trwać zaledwie tydzień, ale jak już przyjdzie, to na całego. Panie zrzucają ubrania, wdziewają skąpe bikini i wraz z panami w hipsterskich szortach i japonkach zajmują każdy metr kwadratowy terenów zielonych. KAŻDY (zdziwilibyście się).

9. Dwa kurki wciąż aktualne.

Angielska umywalka z dwoma kurkami

I nie tylko. Anglicy lubują się w utrudniających życie rozwiązaniach rodem z minionej epoki. Spłuczki, na które trzeba brać duży zamach (lub wychodząc z toalety unikać kontaktu wzrokowego z kolejną osobą w kolejce), brak wtyczki w łazience, prąd na monety i nieszczelne okna, do których umycia trzeba wynająć ekipę z rusztowaniem (bo otwierają się na zewnątrz lub do góry).

10. Wcale tu ciągle nie pada.

Regent's Park w Londynie

(O ironio, piszę to akurat kiedy od rana leje). Mówi się, że w Anglii pada non stop, a lato trwa tydzień. Bardzo się tego bałam, bo wyjątkowo nie lubiłam półrocznej zimy w Polsce. Lato rzeczywiście jest krótkie, ale okazuje się, że Londyn jest jednym z angielskich miast, w których pada najmniej! 🙂

A Wy jakie macie sposprzeżenia na temat życia nie tylko w Londynie i w Wielkiej Brytanii?

Chcesz lepiej poznać Londyn?

Weź udział w darmowym 6-dniowym cyklu mailowym "Poznaj Londyn Mniej Znany". Poznasz w nim miejsca, o których rzadko wspominają przewodniki. Wszystkie do odwiedzenia za darmo.

Przekonasz się, że Londyn może być fascynujący - jeśli tylko dasz mu szansę!

Nie wysyłam spamu. Możesz zrezygnować z otrzymywania maili w każdej chwili. Powered by ConvertKit
Loading Disqus Comments ...
Loading Facebook Comments ...