Pracownicze początki Nat, czyli #MyFirst7Jobs

Praca w Hiszpanii | Nat w Londynie

Ostatnio krąży po sieci hasztag MyFirst7Jobs, który podpatrzyłam między innymi u Ryfki. Pomyślałam, że fajnie będzie powspominać i przy okazji pokazać, że tak jak głosi przysłowie, „nie od razu Rzym zbudowano”. Zanim stałam się fotografem – blogerką -dziennikarką, pracowałam bowiem w najróżniejszych miejscach, zupełnie nie związanych z moimi zawodami, ani nawet zainteresowaniami.

Praca nr 1: stoję na kasie w kawiarni

…ale nie byle jakiej, bo w Kanadzie! Mam 17 lat i moja św. pamięci Mama Chrzestna zaprasza mnie na trzymiesięczne wakacje w Toronto. Dorabiam pracując w kawiarni jej znajomych jako kelnerka, sprzątaczka i pomoc kuchenna. Przy okazji szkolę angielski i ćwiczę szybkie liczenie w pamięci. Także uczę się niezwykle uprzejmego podejścia do klienta, nawet jeśli owy klient nie ma racji.

 

Praca nr 2: spełniam „marzenia” na Costa Brava

Od kiedy rozpoczęłam studia na filologii angielskiej i tym samym podjęłam naukę hiszpańskiego jako język fakultatywny, zaczęłam marzyć o wyjeździe do Hiszpanii. Okazja nadarzyła się dość szybko i już w lipcu smażyłam hamburgery, serwowałam lody, robiłam sałatki i bocadillos con jamón w wakacyjnej miejscowości L’Escala na Costa Brava. To było dokładnie 10 lat temu i od tamtego momentu wiedziałam, że kiedyś wrócę do Hiszpanii (!).

 

Praca w Hiszpanii | Nat w Londynie

Praca w Hiszpanii | Nat w Londynie
35 stopni plus praca w zamkniętej kuchni „chiringuito” (barze) na plaży

Praca nr 3: udzielam korepetycji z angielskiego

Podobnie jak Ryfka, podczas studiowania filologii angielskiej (specjalizacja nauczycielska) miałam obowiązkowe praktyki w szkole, które utwierdziły mnie w tym, że nie chcę być nauczycielem. Nie powstrzymało mnie to jednak przed dorabianiem sobie jako korepetytorka z angielskiego. Moi „uczniowie” byli jednak najczęściej starsi ode mnie, a lekcje skupiały się głównie na konwersacjach, co przychodziło mi dość łatwo (od zawsze lubiłam mówić po angielsku).

 

Praca nr 4: jadę do Irlandii…

Pierwsza praca Nat | Nat w Londynie

…i szukam pracy chodząc po restauracjach i kawiarniach i rozdając moje CV. Znajduję pracę w kawiarni, w której mam robić wszystko – od gotowania, po sprzątanie toalety i zamykania knajpy. Praca jest na pół etatu, więc szybko znajduję drugą (jestem studentką na wakacjach i wiadomo, chcę przywieźć do domu jak najwięcej €€€). Od 8 do 17:30 jestem w Cafe Munch, a od 18 do 22 kroję cebulę i kurczaki w knajpie serwującej burrito, czyli tu:

 

La Salsa Galway | Nat w Londynie

Praca nr 5: sprzątam w B&B, składam burgery i kelneruję

 

Inishmore, Irlandia | Nat w Londynie
Mieszkam w tym szarym domku po prawej

 

Znów wylądowałam w Irlandii, tym razem na małej, za to magicznej wyspie Inishmore. Od 7 do 14 sprzątam i serwuję śniadanie w Bed and Breakfast, popołudniami pracuję w irlandzkim odpowiedniku Burger Kinga. Składam burgery według ściśle określonych instrukcji (po tym, jak zobaczyłam jak wygląda zamrożony kotlet, przez kolejne kilka lat nie przekraczam progu MacDonalds’a), nakładam lody z proszku i wody i smażę frytki. Żywię się frytkami i „wrapami” i przybieram z 10 kilo na wadze. W weekendy dorabiam także w hotelu jako kelnerka podczas wesel. Ta praca podoba mi się najbardziej. Fajni ludzie, dużo Guinessa, a przede wszystkim muzyka na żywo! Jakbyście nie wiedzieli, Irlandczycy pięknie śpiewają!

 

Inishmore | Nat w Londynie
…w sumie nic dziwnego, skoro mają takie widoki!

 

Praca nr 6: znów restauracja

 

Bristolskie dźwigi przypominały mi rodzinny Gdańsk - być może dlatego tak dobrze się tam czułam?
Bristolskie dźwigi przypominały mi rodzinny Gdańsk – być może dlatego tak dobrze się tam czułam?

 

Kolejne wakacje studenckie, czyli trzy miesiące na zarobienie kasy na cały rok. Tym razem jadę po raz pierwszy do Anglii, do Bristolu. Pierwszego dnia znajduję pracę w restauracji niedaleko domu koleżanki, u której śpię. Beztroskie trzy miesiące z dużą ilością wina po pracy i nocy spędzonych na karaoke.

Praca nr 7: jestem dziennikarką!

 

Nadal studiuję, ale w końcu coś, co mi się podoba – dziennikarstwo. Dość szybko znajduję praktyki w regionalnym portalu, a po miesiącu dostaję umowę jako freelancer. Pracuję tam aż do czasu wyjazdu do Londynu. Jest to praca marzeń. Piszę do działu „kultura”, więc chodzę na koncerty, przedstawienia i inne kulturalne wydarzenia w Trójmieście. Gdyby nie to, że ciągnie mnie do zobaczenia kawałka świata (no i ta Hiszpania…), to zostałabym w tej pracy na dużo dłużej.

 

A jakie były Wasze  pracownicze początki? Jestem ciekawa! Koniecznie napiszcie w komentarzu!

Chcesz lepiej poznać Londyn?

Weź udział w darmowym 6-dniowym cyklu mailowym "Poznaj Londyn Mniej Znany". Poznasz w nim miejsca, o których rzadko wspominają przewodniki. Wszystkie do odwiedzenia za darmo.

Przekonasz się, że Londyn może być fascynujący - jeśli tylko dasz mu szansę!

Nie wysyłam spamu. Możesz zrezygnować z otrzymywania maili w każdej chwili. Powered by ConvertKit
Loading Disqus Comments ...
Loading Facebook Comments ...